piątek, 7 listopada 2014

Zwiedzamy Jawę






7 sierpnia 2013 r., środa
Trasa naszego wędrowania po Indonezji

Na lotnisku spotkaliśmy się bez problemu. Grupa 20 + 1 . Pilotka wygląda na miłą. Odprawa poszła sprawnie, bez problemów. Samolot Katarskich linii 3 + 3, mamy z Gosią miejsca okno i środek. Start o 16.55  Przed nami 3946 km. Lecimy nad Lublinem, Lwowem na wysokości 10668 m, z prędkością 850 km/godz. Nad Morze Czarne doleciał o 1810 koło Odessy. Leciał nad morzem 40 minut. Po dwóch godzinach byliśmy nad Turcją. Podali lunch. Leci pięknie, jak po stole na skos przez Turcję. Koło Van (nad morzem) zaczął skręcać w dół nad rzeką Tygrysią. Na wysokości Mosulu pod nami widać było pięknie oświetlone miasto - Kirkuk. 68 km w lewo mieliśmy Bagdad. 2115 zaczynamy schodzić do lądowania, wylądował w Doha (Katar) o 2230 . Mimo zapewnień biura, nie udało nam się wejść do strefy z jedzeniem, a przede wszystkim leżaczkami. Pozostało nam spędzić noc na ławkach. Okropieństwo, bo nie można było podnieść przegródek i ciężko się ułożyć. Byłyśmy jednak dzielne i udało się nam przetrwać. Lotnisko ogromne, obeszłyśmy chyba wszystkie kąty, ale w końcu się poddałyśmy. Siadłyśmy na ławkach i udawałyśmy, że śpimy :)


8 sierpnia 2013 r., czwartek


Lotnisko w Doha już teraz jest ogromne (jeszcze nie skończyli budowy - mają miejsce, bo to pustynia). Z bramki do samolotu jechaliśmy 20 minut. Boarding zgodnie z planem. 6904 km, 8 godz. 23 minuty – to plan. W samolocie 920 , start 1020, bo był korek na lotnisku. Leci bardzo ładnie. Są monitorki, więc śledzę naszą trasę. Lecimy nad Nicobar Island, potem przez Półwysep Indyjski na skos, między Mumbajem (Bombajem) a Goa, nad Oceanem, minął Puket, a potem między Tajlandią a Malezją. Jedzenie podali dwa razy, były pełne tace (raz wzięłyśmy rybę,raz  omlet). Można się wyspać, poczytać, oglądać widoki za oknem. W hotelu Yagyakarta byliśmy ok. 2230. Wreszcie łóżko !!!



9 sierpnia, piątek


Spać trzeba było"szybko", bo pobudka o 4.00, o 5 wyjazd na lotnisko, 745 wylot do Yogyakarty, przylot 845 / wymiana 100$ - 970.000.  Prosto z lotniska ruszamy na zwiedzanie. Pierwszy punkt programu to Prambanan.

 
Główna część kompleksu
Prambanan- kompleks hinduistyczny (największy w Indonezji, 18 km od Yogyakarty) . Powstał ok. 850/856 r n.e. Świątynia wzniesiona na planie 4 czworokątów, otoczona 4 murami z 4 bramami. Centrum kompleksu są 3 świątynie poświęcone są hinduistycznej trójcy: Brahmie (Stwórcy), Wisznu (Obrońcy) i najważniejszemu z nich - Sziwie (Niszczycielowi) Stojące naprzeciw nich kolejne trzy mniejsze świątynie, poświęcone są zwierzętom - wehikułom wyżej wymienionych bogów – byk Sziwy – Nandi, święty łabędź Brahmy - Hamsa i gołąb Wisznu – Garuda. Najwyższa jest CANDI SIVA (46 m wys., u podstawy 36 m). Tarasy świątyni są ozdobione płaskorzeźbami ze scenami z Ramajany, czyli eposu o życiu Ramy, jego brata Lakszmy, żony Sity i Hanumana. Kamienie układane bez zaprawy, trochę jak puzzle, musiały pasować. We wnętrzu posąg Buddy z twarzami na cztery strony świata. Cztery ręce a w nich: koncha, kwiat lotosu, maczuga, koło życia. Fajne wrażenie. Świątynia Siwy – uszkodzona po trzęsieniu ziemi w 2006 r. Udostępniona obecnie do zwiedzania, ale wchodzi się tam w kaskach. Nie byliśmy, bo kolejka. Wybrałyśmy chwile wolnego czasu na spokojne fotki

Ozdoby Świątyni

W tle Świątynia Siwy
Potem pojechaliśmy do Taman Sari (Water castle), ogrodu cesarskiego, niedaleko od pałacu cesarskiego. Dawniej stanowił miejsce odpoczynku i medytacji sułtanów (XVIII w. ) Kompleks składa się z około 59 budynków , w tym meczet, izby medytacji, baseny i serii 18 ogrodów wodnych i pawilonów otoczonych sztucznymi jeziorami. Było to też miejsce magiczne. Pierwsi sułtani Yogyakarty co roku odnawiali tu śluby z Nyai Loro Kidul, boginią – matką mórz południowych. Taman Sari został zapomniany wkrótce po śmierci Hamengkubuwono I , częściowo dlatego, że skomplikowane prace hydrauliczne były trudne do utrzymania. Taman Sari nazwa pochodzi od jawajskiego słowa Taman, co oznacza "ogród" lub "park" i sari, co oznacza "piękna" lub "kwiaty". Stąd nazwa Taman Sari oznacza obszar piękny ogród ozdobiony kwiatami.
Fajne budowle, ale głównie chodzi tu o baseny (były cztery). 

Kąpielisko, gdzie konkubiny mogły się kąpać podczas oczekiwania na sułtana, 
który potem wybierał jedną z nich 


Ozdoba nad głównym wejściem

Ostatnim obiektem zwiedzanym tego dnia była Świątynia Borobudur (buddyjska) – Świątynia Wzgórze. Płaskorzeźby częściowo zasłonięte. Część widoczna pokazuje życie Buddy. Kiedy zwiedzaliśmy były straszne tłumy zarówno turystów, jak i miejscowej ludności. Przeszłyśmy poprzez wszystkie tarasy i schody, aż na samą górę. Tylko ostatnie 3 tarasy są kołami, reszta zbudowana na bazie kwadratu.

Borobudur z dolnego poziomu

Powstała w latach 750 – 850 n.e. Z lotu ptaka widać idealny kształt mandali (połączenia koła i kwadratu). Do budowy wykorzystano 1,6 ml bloków kamienia wulkanicznego. Po latach opuszczenia „odnaleziona” w 1814 r. przez brytyjskiego gubernatora, potem oczyszczona przez Holendrów. Borobudur nie ma żadnych pomieszczeń, ale ma bardzo bogatą dekorację rzeźbiarską. Na okrągłych poziomach stoją 72 stupy(32, 24, 16) w kształcie dzwonów(w środku są posągi Buddy). Budowla ma 35 m wysokości i wymiary 111 x 118 m długości. Mury platform są ozdobione 2672 wypukło rzeźbionymi panelami (ze scenami z życia Buddy i dziejami jego oświecenia). 



Jeden z licznych posągów Buddy

Zdobienia ścian – sceny z życia Buddy



Powrót do Yogjakarty i wreszcie dotarliśmy do hotelu. Kolacja dość średnia. Wreszcie nie trzeba się spieszyć i można poukładać rzeczy jak należy. Próbowałyśmy połączyć się ze skypem, ale nic z tego nie wyszło. Chyba kłopot z sieciami. Tutejsze są inne i nie „grają” z naszymi. Sam hotel fajny, elegancki. Żeby rozruszać kości poszłyśmy na mały spacer, ale przede wszystkim chcemy się wyspać!!!



Nasz hotel w Yogjakarcie
   Państwo nie wspiera żadnej religii. Muszą sami zbierać pieniądze na nowe budowle i ich utrzymanie.
 
10 sierpnia 2013 r., sobota

630 pobudka, 730 śniadanie, 810 wyjazd.

Nasz zwiedzanie zaczynamy od Pałacu Kraton – mieszka tu obecny sułtan Yagjakarty Hamenku Buwono X (ten, który trzyma świat na kolanach) wraz z żoną i pięcioma córkami. Jego poprzednik, Hamenku Buwono IX uczestniczył w walkach o wyzwolenie kraju wspólnie z Sukarno ( ma tu osobny pawilon z pamiątkami). Złote symbole: czystość, mądrość, godność, odwaga.

Według miejscowych wierzeń i zwyczajów dziecko do jednego roku nie powinno dotykać ziemi. Odbywa się wtedy specjalna uroczystość. Dziecko zamknięte w klatce wybiera jeden spośród różnych przedmiotów. Świadczy to o jego przyszłości.
Pałac wybudowano w 1755 r. Dostępna do zwiedzania jest tylko jego część . Przestrzeń oficjalną i ceremonialną od prywatnej oddzielają budynki na osi płn – płd. Diponogoro (syn sułtana Hamenku Buwono III – przywódca anty holenderskiego powstania w latach 1825-1830 .
Orkiestra gamelanów
Jeden bęben nadaje rytm. Gamelan ceremonialny na ukończenie pierwszego roku życia
 (naszych 10 miesięcy).
  
Herb rodziny

Mijamy prywatne budynki sułtana + sala audiencji, palankin z garudą. Zwiedzamy pawilon z batikiem na uroczystości cesarskie, pawilon do robienia batiku


 
Lektyka  z garudą- niosło ją 20 osób
945 ruszamy z Yogjakarty.

Jedziemy przez Surakartę. Jedziemy w korku gigancie, zwłaszcza w Caruban. Jak się okazało, było święto kończące ramadan (Idul Fitri), długi weekend i chyba wszyscy Jawajczycy ruszyli w drogę. KOREK WSZYSTKICH KORKÓW. Już nie wiadomo co ze sobą robić !!! Podziwiamy krajobrazy, śpimy, oglądamy filmy na tablecie, jemy, i tak w koło. 

 
 Jedziemy przez tereny rolnicze. Rosną tu drzewa tekowe (mają cienki pień, duże liście). Są też palmy cukrowe – redukowany sok, brązowy. Ryż rośnie trzy miesiące lub sześć miesięcy. Można go uprawiać prawie cały czas. Orzechy ziemne – rodzaj fasoli, rośliny płożące. Pędy korzenią się w ziemi i tam rozwijają. Maniok – rośliny podobne do papai.


 I tak przez 16 godzin...


 Po drodze mijamy prywatny meczet
 podobny do Cerkwi Wasyla Błogosławionego z Moskwy. 

 

Notatki z opowieści pilotki o Indonezji :
7. VIII. 1945 roku Indonezja niepodległa (wolna od Japonii). Język indonezyjski to mieszanka: malezyjski + arabski + holenderski. Jest tu około 17 tysięcy wysp, ale 3 tysiące zamieszkałe, 60% ludności mieszka na Jawie. Wulkan Merapi 2986 m, święta góra.

Prawo jazdy: - na motorek 17 lat + kask, -na samochody dostaje się w wieku 21 lat. Nie ma egzaminów, a tym bardziej szkół jazdy…

W budowlach brama wejściowa jest budowana otwarta, ale gdyby chciał przejść demon, brama się zamknie. Obrzezanie: Żydzi w niemowlęctwie, islam w wieku 7 – 8 lat.

Luwak – polski Łaskun. Kopi – nie ma tu w alfabecie literki F i zamienili na P. Stąd nazwa najdroższej kawy świata - " Kofi Luwak"(kg. kosztuje ok 1000 $)
Szkoła jest obowiązkowa, ale płatna. Mundurki szkolne: podstawówki – biało-czerwone, gimnazjum – biało-granatowe, liceum – biało-popielate. Park Narodowy Bromo. Tenger Semeru dawny wielki wulkan, który się podzielił.


Dojechaliśmy do hotelu Ubud Hotel Villas Malang po 16 godzinach od wyjazdu, czyli o północy (9 godzin bez żadnej przerwy). Podziwiałam kierowcę, był sam i jechał naprawdę dobrze i uważnie. Nie opłacało się tak naprawdę kłaść spać, więc prysznic, zupka i dosłownie pół godziny na leżąco... Nawet nie wiem, jak wyglądał hotel...


11 sierpnia 2013 r., niedziela
W hotelu o północy, a wyjazd o 200 , bez spania. Podziw dla naszego jedynego kierowcy !!! Znowu w autokarze, śniadanie w formie pakietów). Pojechaliśmy autokarem do jeepów, co zajęło nam dobre 2,5 godziny. Potem jeepami w górę, na taras widokowy, oglądać wschód słońca. Cudo. Przez niedogadanie obsługi nie dotarliśmy na samą górę, do najlepszego punktu widokowego .( Coś ta nasza lokalna opiekunka coraz mniej mi się podoba). Mimo to i tak wrażenia niesamowite. Potem zjazd jeepami pod wulkan Bromo. Spory kawałek w pyle wulkanicznym i pod górę, więc wybrałyśmy opcję z konikami. Na schodach na górę kolejka. Na szczycie bardzo krótko i w dół. 


 


Wnętrze krateru wulkanu Bromo


W wulkanicznym pyle, który wciskał się dosłownie wszędzie

O dziewiątej ruszamy, bo mogą być korki jak wczoraj.  Jechał jak burza i dojechaliśmy o 1130. Spokojna przerwa na lunch. Na lotnisko w Surabaya dojechaliśmy szybko, bo byliśmy o 14. Odprawiłyśmy się wcześnie i co tu robić, ile można chodzić!Lotnisko małe, wszystkie sklepy odwiedzone... Lot o 1750 do 2020 (+1 godzina). Samolot opóźniony o godzinę i w hotelu około 23. Jesteśmy na Sulawesi. Kolacja, wieczorne porządki i spać po północy.











1 komentarz: