Pobudka
420 , wyjazd 530
. Do lotniska mamy bardzo blisko, więc jesteśmy
po siedmiu minutach. Odprawa chyba najdziwniejsza, jaką widziałam, gdzieś zupełnie z boku terminala.
Dopłacałyśmy za 7 kg nadwagi na dwie osoby i opłata lotniskowa
40.- . Samolocik malutki 2 – 3. Marszruta na legendarne Komodo,
najpierw jednak musimy dolecieć na Flores, do Labuan Bajo. Naszą
podróż odbywany liniami Trans Nusa. To ciekawostka, bo posiadają
one jedynie 2 (słownie dwa) samoloty. Kiedyś jeden się popsuł,
drugi na lotnisku na Flores zderzył się ze stadem krów… My
mieliśmy szczęście i lot odbył się bez przeszkód.
| Lecimy nad wyspami Lombok i Sumbawa |
Widoki
niesamowite. Nawet nie wiadomo kiedy, minęła godzina, tym bardziej,
że dali bułeczkę i wodę. Po przylocie czekaliśmy aż „ręcznie”
dostarczą nam bagaże. W dobie mechanizacji
cała operacja odbywała się ręcznie. Gość z luku samolotu
wyjmował walizki, drugi układał je na wózku (który wcześniej
przyciągnęli pod samolot), wózek był przepchany pod budynek i po
okazaniu kwitu każdy osobiście odbierał swój bagaż.
Potem jazda
do hotelu, całe 10 minut. Chwila oddechu i lecimy na basen. Mała przekąska, bo to pora lunchu. Upał
taki, że można wytrwać tylko metodą „z wody – do wody”.
Hotel Jayakarta. Do miasteczka kawałek, ale za to tuż przy plaży, cisza i spokój.
Hotel Jayakarta. Do miasteczka kawałek, ale za to tuż przy plaży, cisza i spokój.
| Nasz pokój był w rogu na 4-tym piętrze, więc widoki super |
|
Tu mała ciekawostka - to wejście do łazienki, wc.
Nie ma klasycznych drzwi, tylko taka zasłonka. :) |
Dzień
totalnego lenistwa. Poza nami w hotelu niewiele osób, więc basen
prawie prywatny
Wieczorem nie mogło się obyć bez spaceru nad morzem. Plaża ku naszemu zdziwieniu mocno średnia. Daleko jej do naszych , pięknych z miałkim piaseczkiem.
|
Słońce zachodzi tu na prawdę szybko. Od tego momentu do pełnego
schowania
za horyzont trwało to nie więcej
niż 15 minut
|
18
sierpnia 2013 r., niedziela
Zostawiliśmy
główne bagaże i tylko z tym, co potrzebne pojechaliśmy do mariny
i ruszamy na Komodo na dwie łodzie. W marinie ci co nie mieli wypożyczyli maski i fajko do pływania na rafie.
W samo południe dotarliśmy na
Komodo i ruszyliśmy na poszukiwanie waranów.
| Nasza łódka. |
| Mieliśmy "obstawę" - obok łódki pływały też delfiny |
![]() |
| Przy wejściu do Parku Narodowego Komodo |
Waran to
największa współcześnie żyjąca jaszczurka. Odkryta w 1910 r.
Aby ją chronić założono w 1980 r. Park Narodowy Komodo. Głowa
warana jest duża i szeroka, szyja gruba i masywna, baryłkowaty
tułów, ogon gruby u nasady, a w dalszej części bocznie
spłaszczony, równy połowie długości ciała. Szeroka szczęka
uzbrojona w 60 zębów. Ciało pokryte ziarnistymi łuskami. Grzbiet
ciemnobrązowy, pokryty czarnymi plamkami. Rozmiary - Długość do
2,5 - 3,0 m (rekord – 3,65 m) Masa ciała 150 kg. Samice są
mniejsze od samców. Samica
składając jaja buduje kilka dziur, z których
tylko w jednym składa jaja. Gotowa do rozrodu w wieku 6/8 lat.
Koniec ok. 18 roku życia. Potrzebują ok.
pięciu-sześciu lat, by urosnąć do 2 metrów długości, a mogą
żyć do ponad 50 lat. Młode warany, by uniknąć
zjedzenia przez starsze osobniki, siedzą na drzewie do ok. 1 roku życia. Aktywny
w dzień, a noc spędza w wygrzebanych przez siebie norach. Poluje z
zasadzki, do upatrzonej zdobyczy zakrada się od tyłu. Atakując
mniejszą zdobycz, może rzucić się wprost do jej szyi; większą
ofiarę (np. jelenia czy dziką świnię) stara się powalić na
ziemię (m.in. przy użyciu potężnego ogona, którego siła
uderzenia równa się sile 2 ton), a następnie rozedrzeć na strzępy
lub doprowadzić do jej wykrwawienia. Badania wykazały, że w ślinie
warana żyje ok. 50 różnych szczepów bakterii, rozwijających się
dzięki resztkom mięsa pozostającym między zębami warana;
Były inne zwierzaki, a warany tylko przy domkach rangersów.
![]() |
Widok z
najwyższego punktu Komodo - Sulphurea Hill
|
Nasz spacer odbywał się "pod ochroną" rangersów. Za całą "broń" mieli jedynie kije.
Popłynęliśmy
następnie na tzw. Różową Plażę. Miałyśmy w planach pływanie i opalanie. Wzięłyśmy ręczniki, ale przede wszystkim maski do pływania. To był nasz pierwszy raz - zarówno pływanie z maską, jak i robienie zdjęć podwodnych (zwłaszcza w moim wykonaniu, bez okularów optycznych...). Cudowne z maską nad rafą. Zanim "załapałyśmy" jak to się robi, było na prawdę zabawnie.
| Jako, że było to południe, a my byliśmy prawie na równiku, cień był bardzo niewielki |
|
Żeby dostać się z naszej łódki na plażę,
trzeba było skorzystać z małej łódeczki,
która była do naszej dyspozycji
|
Zachód słońca były jedyny w swoim rodzaju.
Nie było słychać żadnych odgłosów,
poza cichym pyrkaniem silnika łódki.
Tylko my i cisza...
|
|
Ta smakowita rybka została przyrządzona
na kolację
przez miejscowego mistrza gotowania.
Pracował w kuchence może metr na metr,
a gotował na dwie łodzie dla ok. 30 osób
|
19
sierpnia 2013 r., poniedziałek
Pobudka
i o 615 wyjście
na spacer. Widzieliśmy trzy warany w lesie i sporo przy
domkach.
![]() |
| Bliżej nawet nie próbowaliśmy podejść... nie biegamy tak szybko, jak warany. |
| Jestem przystojny, prawda??? Czy można się mnie bać ??? |
|
Spotkaliśmy też takiego osobnika.
Ewidentnie miał uszkodzony staw w prawej,
przedniej łapie. Ciągną ją za sobą.
To pewnie skutek jakiejś bitwy z
kolegą...
|
![]() |
| Bardzo młody waran, ale już na ziemi. |
Po powrocie
śniadanie i płyniemy w drogę powrotną, ale najpierw kolejne
pływanie z maską na rafie. Tym razem maskę dobrze zassało, ale
rafa była głębsza.
Zobaczymy, co będzie z tych zdjęć podwodnych.
Po
przypłynięciu do portu na dowóz bagaży czekamy na lotnisku. Takie
dziwne i prymitywne lotnisko (nowe dopiero budują). Duchota, jakiej świat nie widział.
Bagaże oczywiście „ręcznie” zawiezione do samolotu, a my
piechotą po płycie. Wystartował o 1300 ,
na miejscu o 1405 .
Lot powrotny na Bali spokojny, widoki super. To lotnisko też ma swoje nietypowe lądowania samolotów. Chyba 2 miesiące przed naszym pobytem jeden z samolotów nie wyrobił się i zakończył lot w wodzie, poza pasem startowym. Długo czekaliśmy na bagaże.
Ostatecznie zrezygnowałyśmy z wyjazdu na tańce. Tym razem mamy
pokój prawdziwie królewski (dwa pojedyncze łóżka, jedno
małżeńskie, kanapa, wielgaśny telewizor i własne patio).
Spokojne popołudnie w pokoju, spacer. O dziwo, mało sklepików z
pamiątkami dla turystów.
![]() |
Nad brzegiem,
tuz przy plaży oczywiście nie może zabraknąć świątyń
|
| W górze samolot, którym lataliśmy na Flores |
20
sierpnia, wtorek
Rano
śniadanie o 800 i
pogaduchy. Zaległyśmy nad basenem.
Pokoje były
tylko do 1400,
więc w 6 osób zdecydowaliśmy o wykupieniu za 60 $ dodatkowego
czasu w naszym pokoju. Mogliśmy spokojnie posiedzieć i pogadać.
O 1830 ruszamy na lotnisko. Jest czas na spokojną odprawę i ostatnie zakupy. Start o czasie, czyli 2235 . Do Singapuru 1611 km.
|
To ten sam pokój. W sześć osób kręciliśmy się po nim pakując
i wcale nie było tłoku.Do tego miałyśmy fajny
wewnętrzny taras |
O 1830 ruszamy na lotnisko. Jest czas na spokojną odprawę i ostatnie zakupy. Start o czasie, czyli 2235 . Do Singapuru 1611 km.
21
sierpnia 2013 r., środa
Singapur.
Lądowanie o 015 i
godzina przerwy. Musieliśmy wysiąść. Zmiana załogi i lecimy
dalej. Do Dohy leciał spokojnie z drobnymi turbulencjami. W Doha 3
godziny przerwy. Dobrze, że tylko tyle. Planowany wylot 855
, ale wyleciał 45 minut później.
Najdłuższe 5,5 godziny, bo już zmęczenie daje o sobie znać.
Prawie udało się odrobić i przyleciał o 1345
. Długo czekaliśmy na bagaż, ale się
udało i do domu dotarłam około 15.
Do
zobaczenie następnym razem.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz