sobota, 8 listopada 2014

Kraina Tana Toraja


 
Brama do krainy Tana Toraja


12 sierpnia 2013 r. , poniedziałek
Nocujemy w Makasar, na Sulawesi. Super noc, bo przespane 6 godzin. Śniadanko i o 9 wyjazd w stronę krainy Tana Toraja (czyt. Tana Toradża). Wymiana 100$ - 100.000 - trochę lepszy kurs niż na początku. (w banku dostaliśmy gratis deser w liściu bananowym – pychotka, ale strasznie słodki i lepiący). Mamy nowego pilota lokalnego zwanego Elvis. Przeciwieństwo Lali z Jawy. Super!
 
Pomnik w Makasar - środek Indonezji
 Zasłyszane w autokarze: 1,8 ml mieszkańców. Ludność regionalna Bugisi, są muzułmanami. W tym rejonie przebiega tzw. Linia Wallace’a (oddziela australijską i orientalną krainę zoogeograficzną, miedzy Bali a Sulawesi). Świnia „babirusa”, makak czubaty, „kuskus” torbacz, nerek upiór – małpiatka, (1/3 czaszki to oczy, zwierzę nocne), wiosłogon – wąż jadowity, czarno-biały. Kawa: robusta – więcej kofeiny, arabika – szlachetniejszy smak. Krzaki rosną w górach na stokach nasłonecznionych i z dużą różnicą temperatury, ale nie zimno w nocy. Degustacja pomelo na słodko i na ostro, rambutanu (owoc), longan (wyglądają jak małe ziemniaczki, ale to owoce). 


Rambutan - pyszny !!!
Pyszne salaki (owoce)

Tutejsze krowy wyglądają na skrzyżowane z sarną
Dom na palach – bugiski. Za domem widać pole ryżowe
 (ryż właśnie był ręcznie zbierany)
Nie ma zwyczaju picia mleka. Przerwa na lunch, jemy świeżutkie i pyszne krewetki. 
Jazda – jazda – jazda...
http://data0.eklablog.com/indonesie/perso/carnets%20de%20voyage/carte%20pays%20tojara2.jpg

Przerwa w sklepie z przyprawami. W hotelu Sahid Toraja w Mengkendek koło Makele około 20. Kolacja i chwilka u Bogusi i Wojtka. Jak to dobrze, że nie musimy się jutro zbierać
Nasz hotel (widać nasz balkon).
 Mieszkaliśmy w nowoczesnych budynkach stylizowanych na tongokany
 
13 sierpnia 2013, wtorek
730 śniadanie, 800 wyjazd. Postój foto 


Makale – pomnik Lakipadady, lokalnego bohatera walk o wolność. (Laki – mężczyzna; padada – silny)
Jedziemy do Lemo. Jest to największy w Tana Toraja cmentarz wykuty w skale.
Ściana z niszami i figurkami tau-tau

    Słowo "tau" oznacza "człowiek" i "pomnik".
Włosy tau-tau są zrobione z suszonego ananasa, figurki drewniane.

Jak wszędzie, tak i tu, są stragany. Z drugiej strony skały z grobowcami z tau-tau są również grobowce wykute w skałach (biedniejszych ludzi nie stać na figurki). . Grobowce to wykute w skale pomieszczenia (2-3 m 2 ) w których są szczątki członków całej rodziny. Trumny wciąga się na linach i przy pomocy wysokich drabin. Na galeriach są ustawiane drewniane figurki „Tau-tau”. Prawo do ich wystawienia mają rodziny, które zabiły co najmniej 24 bawoły na pogrzebach bliskich.


Spokojny spacer po groblach
Groby skalne zw. LIANG.
Każda nisza, zwana „domem, w którym nie ma ognia”
uznawana jest za drugi dom.
 Podlega dziedziczeniu i jest miejscem pochówku krewnych
Następny punkt programu to pogrzeb – najdziwniejszy, jakiego nie ma nigdzie na świecie.

          Toradżowie wierzą, że zanim dusza dotrze do królestwa zmarłych zw. PUYA, musi zdać sprawozdanie ze swoich uroczystości pogrzebowych władcom tamtego świata. Każdy zbiera więc środki koniczne do ceremonii, która może mieć miejsce miesiące albo nawet lata po śmierci. Do tego czasu zmarły, zabalsamowany, pozostaje w tongokanie. Traktuje się go jak chorego, nosi posiłki, rozmawia z nim. Za zmarłego zostaje uznany po pogrzebie. Uroczystośc
i trwają 3-7 dni, zależnie od pozycji społecznej. Przewodzi im „wodzirej”, który wita gości, ogłasza, kto przyniósł jakie dary, prowadzi uroczystość. Miejsce ceremonii to najczęściej „miasteczko” specjalnie budowane na tą okoliczność. Najważniejszym elementem są walki specjalnie hodowanych bawołów oraz rytualna rzeź bawołów i świń. Mięso jest dzielone pomiędzy wszystkich gości. Świnie są zabijane jednym ciosem w serce. Krew jest odsączana i używana w kuchni. Po usunięciu szczeciny i wnętrzności najlepsze kawałki są zawijane w liście wodnego szpinaku i wpychane do młodych bambusów i pieczone. Po uroczystościach ciało zmarłego jest przenoszone do rodzinnych grobowców w skałach.     
My trafiliśmy na drugi dzień pogrzebu – rzeź świń. Widzieliśmy je powiązane,kwiczące na całe gardło, gotowe do zarzynania, opalane. Poprzedniego dnia jako ofiary składane były bawoły. To musiał być jeszcze gorszy widok. Żeby móc uczestniczyć w ceremonii również i my musieliśmy przekazać dary rodzinie na ręce mistrza ceremonii (karton papierosów). Zostaliśmy poczęstowani herbatą i kawałkiem ciasta. 

Kobieta, na której pogrzebie byliśmy, zmarła 5 miesięcy wcześniej. 
Składanie darów przez gości.
Toradżowie w odświętnych strojach
Darowane świnie gromadzi się na dziedzińcu. Tam są zbierane karteczki 
z informacjami od kogo pochodzą. Prowadzący ceremonię odczytuje to wszystkim zebranym. Następnie piszczące zwierzaki są zanoszone na zaplecze i tam zabijane.


Świnie po zabiciu są „opalane” a następnie „patroszone” 


Ten pogrzeb,  to było dla wszystkich na prawdę ciężkie przeżycie. Ale to nie koniec . Dalej podróżujemy  " tropem grobowym". Pojechaliśmy w miejsce, gdzie chowane były niemowlaki



Wg. wierzeń Toradżów niemowlęta należą do Matki Natury, do pojawienia się pierwszego zęba. Potem dopiero przynależą do ludzi. Niemowlę nie jest chowane w skale, ale w dziuplach tego gatunku drzew, którego żywica kojarzy się z mlekiem matki. Układane są w pozycji embrionalnej, a otwór zasłaniany jest matą z włókna palmowego. Wraz z upływem czasu drzewo rozpuszcza szczątki i zamyka dziuple. Na korze pozostaje tylko pionowa rysa.

Wracając do hotelu wstąpiliśmy jeszcze na miejscowy targ. Pierwsza jego część to targ zwierzętami. Były bawoły, świnie i kury. Też coś dziwnego, głównie przez sposób trzymania zwierząt.

Bawoły są przywiązywane tak, by z czasem miały kark sztywny,
 co ułatwia ich rytualne zabijanie.
Byk albinos – najcenniejszy i najbardziej pożądany byk ofiarny.
Nie mogłyśmy ominąć takich pyszności...
Ta część targu to prawdziwa uczta, zarówno dla żołądka jak i dla oczu, nosa. 
Kolory, zapach nie wiadomo na co patrzeć.


W Rantepao mieliśmy okazję spróbować pysznej kawy, no i oczywiście chętni kupowali ją do domu (kupiłam arabikę). Okazała się wg. kawosza, super prezentem
Rzeka Sada, 300 km jest najdłuższa w Sulawesi. Mijamy domy spichlerze, rosnące bataty. Drzewo z brązowymi owocami do czarnego sosu (pestka). Tulipanowiec afrykański – kwitnie na czerwono. Jackfruit– drzewo z owocami w workach. Są tak duże, że aby dojrzały, muszą być chronione w workach. Widziałyśmy rosnące na drzewach.

Drzewo z owocem durianu
   Drzewo to jest zapylane przez nietoperze, ma żółte, pokryte kolcami owoce, osiągające nawet 40 cm długości i wagę 4 kg. Jednak to nie z gigantycznych rozmiarów słynie ten „król owoców”, a z charakterystycznego zapachu porównywanego do woni zepsutego mięsa lub (w najlepszym wypadku) przepoconych skarpet. Ma kremową konsystencję i smak przypominający budyń waniliowy z migdałami i (uwaga!) cebulą. Jest zakaz wnoszenia tego owocu do hoteli, samolotów. Próbowałyśmy – da się zjeść,nawet niezłe,  ale próba przechowania kawałeczka w zamkniętej torbie w autokarze skończyła się szybkim wyrzuceniem  za okno.

Powrót do hotelu. Kolacja i wieczorem spotkanie przy wódeczce – Bogusia, Wojtek, Tadeusz, Amelia i my.



14 sierpnia 2013 r. , środa
         730 śniadanie, 8 wyjazd. Tym razem poranek bez deszczu, ale chmurki są.

Jedziemy na objazd po okolicy.
Tongokany

Są to duże, podłużne budowle, wzniesione na palach, zakończone charakterystycznym, wznoszącym się na obu końcach ku niebu dachem. Dach wykonany jest z wielu warstw bambusa i liści palmy atap, jego uniesione końce tworzą wystające daleko poza strukturę domu "markizy". Gdy patrzy się z boku, odnosi się wrażenie, że dach jest wyższy od części mieszkalnej, ale to tylko złudzenie, gdyż nierzadko pod dachem mieści się drugie piętro domu. Domy "tongkonan" zdobione są płaskorzeźbami przedstawiającymi życie w dolinie Torajów: walki kogutów, zbiór ryżu, pogrzeb itp. Kolory zdobień to głównie czerń, czerwień, biel i ciemny brąz. W tradycyjnej wiosce domy ustawione są po jednej stronie drogi, węższym bokiem (ocienionym, wystającym dachem) skierowanym do środka wsi, a dłuższym wzajemnie do siebie. Wchodzi się po schodach lub drabinie umieszczone jest w dłuższym boku domostwa. Na głównym palu, podtrzymującym dach od strony wsi, umieszczone są rogi bawołów, które zostały rytualnie zabite podczas poprzednich ceremonii pogrzebowych. Znaczenie danej rodziny we wsi ocenia się na podstawie ilości rogów (oraz umieszczonych po bokach domostwa czaszek świń). Na przeciwko domów mieszkalnych, po drugiej stronie drogi lub centralnego placu wioski znajdują się spichlerze ryżowe, wyglądające jak miniaturowe domy mieszkalne na dość wysokich palach.


Tongokany swoja budową, strzelistymi dachami, nawiązują do statków,
którymi przybyli na wyspę przodkowie


Kolejny punkt naszego dnia to spacer przez wioski. Była to doskonała okazja do obserwacji przyrody i codziennego życia Torajów. 


Tradycyjne tongokany mieszają się z nowymi budynkami.
 Tu przed domem suszy się ryż zebrany z pobliskiego pola


Na Sulawesi na nisze pogrzebowe wykorzystuje się każdą możliwą skałę








Podczas spaceru dotarliśmy do kościoła katolickiego ukrytego wśród wzgórz.
Wnętrze było urządzone w tradycyjnym toradżańskim stylu.

Stary wioskowy cmentarz
Spotkaliśmy też miejscowego bawoła wodnego w kąpieli. To zwierzę najlepiej
czuje się na polach po ściętym ryżu, całe upaciane w błocie
To nie koniec naszego wędrowania tego dnia. Następny punkt programu to wioska Kete – Kesu. Tu wracamy do motywu przewodniego czyli "trumiennego". Są tu jedyne takie grobowce w Tana Toraja. Na skalnej ścianie wiszą stare, pełne ludzkich szczątków, tradycyjne trumny. W skale wbite są długie pale i kołki, na których podwieszono trumny.


 
Część trumien już się rozsypała, nie wiadomo, do kogo należą,
więc traktuje się je jako „pojemniki” zbiorowe.

 To nie koniec zwiedzania. Ruszamy dalej „szlakiem trumiennym” do wioski LONDA. Tutaj na cmentarz wykorzystano groty skalne. To kompleks naturalnych, połączonych ze sobą ciasnych jaskiń. Są one pełne ludzkich kości, czaszek i wielu trumien



Również i tu można spotkać trumny na palach i figurki tau-tau

 Wracając do hotelu na dłuższą chwilę utknęliśmy w korku. Grobla była tak wąska, że nie wszystkie samochody się mieściły, jeden zwisał prawie w wodzie. Ten czas to okazja do spróbowania miejscowych smakołyków, czyli cukierków (cukier palmowy z chili), mangustynek (owoce).



Tradycyjnie po kolacji spotkanie i wesołe rozmowy (była Asia). Wieczorem pakowanie, bo jutro wracamy do Makasar i lecimy na Bali.


15 sierpnia 2013 r. , czwartek
  700 wyjazd do Makasar.   840 – 900 zakupy przypraw na znajomym straganie

Ostatnie spojrzenia na piękne Sulawesi


Żegnamy krainę Tana Toraja




2 komentarze: