Nocujemy w Makasar, na Sulawesi. Super
noc, bo przespane 6 godzin. Śniadanko i o 9 wyjazd w stronę krainy
Tana Toraja (czyt. Tana Toradża). Wymiana 100$ - 100.000 - trochę
lepszy kurs niż na początku. (w banku dostaliśmy gratis deser w liściu
bananowym – pychotka, ale strasznie słodki i lepiący). Mamy
nowego pilota lokalnego zwanego Elvis. Przeciwieństwo Lali z Jawy.
Super!
Zasłyszane w autokarze: 1,8 ml
mieszkańców. Ludność regionalna Bugisi, są muzułmanami. W tym rejonie przebiega tzw. Linia
Wallace’a (oddziela australijską i orientalną krainę
zoogeograficzną, miedzy Bali a Sulawesi). Świnia „babirusa”,
makak czubaty, „kuskus” torbacz, nerek upiór – małpiatka,
(1/3 czaszki to oczy, zwierzę nocne), wiosłogon – wąż jadowity,
czarno-biały. Kawa: robusta – więcej kofeiny, arabika –
szlachetniejszy smak. Krzaki rosną w górach na stokach
nasłonecznionych i z dużą różnicą temperatury, ale nie zimno w
nocy. Degustacja pomelo na słodko i
na ostro, rambutanu (owoc), longan (wyglądają jak małe
ziemniaczki, ale to owoce).
![]() |
| Rambutan - pyszny !!! |
| Pyszne salaki (owoce) |
![]() |
Dom na
palach – bugiski. Za domem
widać pole ryżowe
(ryż właśnie był ręcznie zbierany) |
Nie ma
zwyczaju picia mleka. Przerwa na lunch, jemy świeżutkie i pyszne
krewetki.
Jazda – jazda – jazda...
Jazda – jazda – jazda...
![]() |
http://data0.eklablog.com/indonesie/perso/carnets%20de%20voyage/carte%20pays%20tojara2.jpg
|
Przerwa w sklepie z przyprawami.
W hotelu Sahid Toraja w Mengkendek koło Makele około 20. Kolacja i
chwilka u Bogusi i Wojtka. Jak to dobrze, że nie musimy się jutro
zbierać
13
sierpnia 2013, wtorek
730 śniadanie, 800
wyjazd. Postój foto
Jedziemy do
Lemo. Jest to największy w Tana Toraja cmentarz wykuty w skale.
Jak
wszędzie, tak i tu, są stragany. Z drugiej strony skały z
grobowcami z tau-tau są również grobowce wykute w skałach
(biedniejszych ludzi nie stać na figurki). . Grobowce to
wykute w skale pomieszczenia (2-3 m 2 ) w których są szczątki członków całej
rodziny. Trumny wciąga się na linach i przy pomocy wysokich drabin. Na
galeriach są ustawiane drewniane figurki „Tau-tau”. Prawo do ich wystawienia
mają rodziny, które zabiły co najmniej 24 bawoły na pogrzebach bliskich.
| Spokojny spacer po groblach |
|
Groby skalne zw. LIANG.
Każda nisza, zwana „domem,
w którym nie ma ognia”
uznawana jest za drugi dom.
Podlega dziedziczeniu i jest miejscem pochówku
krewnych |
Następny punkt programu to
pogrzeb – najdziwniejszy, jakiego nie ma nigdzie na świecie.
Toradżowie wierzą, że zanim dusza
dotrze do królestwa zmarłych zw. PUYA, musi zdać sprawozdanie ze swoich
uroczystości pogrzebowych władcom tamtego świata. Każdy zbiera więc środki
koniczne do ceremonii, która może mieć miejsce miesiące albo nawet lata po
śmierci. Do tego czasu zmarły, zabalsamowany, pozostaje w tongokanie. Traktuje
się go jak chorego, nosi posiłki, rozmawia z nim. Za zmarłego zostaje uznany po
pogrzebie. Uroczystośc
i trwają 3-7 dni, zależnie od pozycji społecznej. Przewodzi im
„wodzirej”, który wita gości, ogłasza, kto przyniósł jakie dary, prowadzi
uroczystość. Miejsce ceremonii to najczęściej „miasteczko” specjalnie budowane
na tą okoliczność. Najważniejszym elementem są walki specjalnie hodowanych
bawołów oraz rytualna rzeź bawołów i świń. Mięso jest dzielone pomiędzy
wszystkich gości. Świnie są zabijane jednym ciosem w serce. Krew jest odsączana
i używana w kuchni. Po usunięciu szczeciny i wnętrzności najlepsze kawałki są
zawijane w liście wodnego szpinaku i wpychane do młodych bambusów i pieczone.
Po uroczystościach ciało zmarłego jest przenoszone do rodzinnych grobowców w
skałach.
My trafiliśmy na drugi dzień pogrzebu
– rzeź świń. Widzieliśmy je powiązane,kwiczące na całe gardło, gotowe do zarzynania, opalane.
Poprzedniego dnia jako ofiary składane były bawoły. To musiał być jeszcze gorszy
widok. Żeby móc uczestniczyć w ceremonii również i my musieliśmy przekazać dary
rodzinie na ręce mistrza ceremonii (karton papierosów). Zostaliśmy poczęstowani
herbatą i kawałkiem ciasta.
| Kobieta, na której pogrzebie byliśmy, zmarła 5 miesięcy wcześniej. |
Ten pogrzeb, to było dla wszystkich na prawdę ciężkie
przeżycie. Ale to nie koniec . Dalej podróżujemy " tropem grobowym". Pojechaliśmy w
miejsce, gdzie chowane były niemowlaki
Wg. wierzeń Toradżów
niemowlęta należą do Matki Natury, do pojawienia się pierwszego zęba. Potem
dopiero przynależą do ludzi. Niemowlę nie jest chowane w skale, ale w dziuplach
tego gatunku drzew, którego żywica kojarzy się z mlekiem matki. Układane są w
pozycji embrionalnej, a otwór zasłaniany jest matą z włókna palmowego. Wraz z
upływem czasu drzewo rozpuszcza szczątki i zamyka dziuple. Na korze pozostaje
tylko pionowa rysa.
Wracając do hotelu wstąpiliśmy jeszcze na miejscowy targ. Pierwsza jego część to targ zwierzętami. Były bawoły, świnie i kury. Też coś dziwnego, głównie przez sposób trzymania zwierząt.
|
Bawoły są przywiązywane tak, by z czasem miały kark sztywny,
co ułatwia ich
rytualne zabijanie. |
| Byk albinos – najcenniejszy i najbardziej pożądany byk ofiarny. |
| Nie mogłyśmy ominąć takich pyszności... |
| Ta część targu to prawdziwa uczta, zarówno dla żołądka jak i dla oczu, nosa. Kolory, zapach nie wiadomo na co patrzeć. |
| W Rantepao mieliśmy okazję spróbować pysznej kawy, no i oczywiście chętni kupowali ją do domu (kupiłam arabikę). Okazała się wg. kawosza, super prezentem |
Drzewo to jest zapylane przez nietoperze, ma żółte, pokryte
kolcami owoce, osiągające nawet 40 cm długości i wagę 4 kg. Jednak to nie z
gigantycznych rozmiarów słynie ten „król owoców”, a z charakterystycznego
zapachu porównywanego do woni zepsutego mięsa lub (w najlepszym wypadku)
przepoconych skarpet. Ma kremową konsystencję i smak
przypominający budyń waniliowy z migdałami i (uwaga!) cebulą. Jest zakaz
wnoszenia tego owocu do hoteli, samolotów. Próbowałyśmy – da się zjeść,nawet niezłe, ale
próba przechowania kawałeczka w zamkniętej torbie w autokarze skończyła się
szybkim wyrzuceniem za okno.
Powrót do hotelu.
Kolacja i wieczorem spotkanie przy wódeczce – Bogusia, Wojtek, Tadeusz, Amelia
i my.
14 sierpnia 2013 r. , środa
730 śniadanie, 8 wyjazd.
Tym razem poranek bez deszczu, ale chmurki są.
Jedziemy na objazd po
okolicy.
Są to duże, podłużne budowle, wzniesione na palach, zakończone
charakterystycznym, wznoszącym się na obu końcach ku niebu dachem. Dach
wykonany jest z wielu warstw bambusa i liści palmy atap, jego uniesione końce
tworzą wystające daleko poza strukturę domu "markizy". Gdy patrzy się
z boku, odnosi się wrażenie, że dach jest wyższy od części mieszkalnej, ale to
tylko złudzenie, gdyż nierzadko pod dachem mieści się drugie piętro domu. Domy
"tongkonan" zdobione są płaskorzeźbami przedstawiającymi życie w
dolinie Torajów: walki kogutów, zbiór ryżu, pogrzeb itp. Kolory
zdobień to głównie czerń, czerwień, biel i ciemny brąz. W tradycyjnej wiosce
domy ustawione są po jednej stronie drogi, węższym bokiem (ocienionym,
wystającym dachem) skierowanym do środka wsi, a dłuższym wzajemnie do siebie. Wchodzi
się po schodach lub drabinie umieszczone jest w dłuższym boku domostwa. Na
głównym palu, podtrzymującym dach od strony wsi, umieszczone są rogi bawołów,
które zostały rytualnie zabite podczas poprzednich ceremonii pogrzebowych.
Znaczenie danej rodziny we wsi ocenia się na podstawie ilości rogów (oraz
umieszczonych po bokach domostwa czaszek świń). Na przeciwko domów mieszkalnych,
po drugiej stronie drogi lub centralnego placu wioski znajdują się spichlerze
ryżowe, wyglądające jak miniaturowe domy mieszkalne na dość wysokich palach.
|
Tongokany swoja budową, strzelistymi dachami, nawiązują do
statków,
którymi
przybyli na wyspę przodkowie |
Kolejny
punkt naszego dnia to spacer przez wioski. Była to doskonała okazja do
obserwacji przyrody i codziennego życia Torajów.
|
Tradycyjne tongokany mieszają się z nowymi budynkami.
Tu przed domem suszy
się ryż zebrany z pobliskiego pola
|
| Na Sulawesi na nisze pogrzebowe wykorzystuje się każdą możliwą skałę |
|
Podczas spaceru dotarliśmy
do kościoła katolickiego ukrytego wśród wzgórz.
Wnętrze było urządzone w
tradycyjnym toradżańskim stylu.
|
|
Stary wioskowy cmentarz
|
|
Spotkaliśmy też miejscowego
bawoła wodnego w kąpieli. To zwierzę najlepiej
czuje się na polach po
ściętym ryżu, całe upaciane w błocie |
|
Część trumien już się rozsypała, nie wiadomo, do kogo należą,
więc traktuje się je jako „pojemniki” zbiorowe.
|
To nie koniec
zwiedzania. Ruszamy dalej „szlakiem trumiennym” do wioski LONDA. Tutaj na
cmentarz wykorzystano groty skalne. To
kompleks naturalnych, połączonych ze sobą ciasnych jaskiń. Są one pełne
ludzkich kości, czaszek i wielu trumien
|
Również i tu można spotkać trumny na palach i figurki tau-tau
|
Wracając do hotelu na
dłuższą chwilę utknęliśmy w korku. Grobla była tak wąska, że nie wszystkie
samochody się mieściły, jeden zwisał prawie w wodzie. Ten czas to okazja do
spróbowania miejscowych smakołyków, czyli cukierków (cukier palmowy z chili),
mangustynek (owoce).
Tradycyjnie po kolacji spotkanie i wesołe rozmowy (była Asia). Wieczorem pakowanie, bo jutro wracamy do Makasar i lecimy na Bali.
15 sierpnia 2013 r. , czwartek
700
wyjazd do Makasar. 840 – 900 zakupy przypraw na znajomym straganie| Ostatnie spojrzenia na piękne Sulawesi |
| Żegnamy krainę Tana Toraja |





Zachwycające krajobrazy!
OdpowiedzUsuńNice Photos of theland of Bugis
OdpowiedzUsuń