niedziela, 29 marca 2015

Odkrywam Meksyk cz.1



17 stycznia 2015 r. , sobota

         Na lotnisku byłam wcześnie, więc bagaż oddałam na początku. Mogłam nawet wybrać miejsce. Zdecydowałam się na rząd 20., bo to zaraz za ścianką i więcej miejsca na nogi, można czasem się ruszyć. Miejsce 20F. Zobaczymy, jak to się będzie leciało dreamlinerem.     Boarding o 830  . Start 905 . Przed nami 9339 km.  Po pół godzinie już nad Bałtykiem. Przy starcie wcale nie było czuć momentu oderwania się od ziemi. Miejsce super. Dużo przestrzeni na nogi. Można spokojnie wstać, nawet ze środka.  

Takie usterki jak ta, czyli klejenie ekranu plastrem, trzeba zwalić na "choroby wieku dziecięcego".
Po godzinie lotu byliśmy już za Szwecją (na dole). Cieśnina Kattegat. Minął Norwegię między Stavanger i Bergen o 1035 . Lecimy na wysokości 10,5 tys. m, potem 11,5. O 1120 prawie nad Islandią. 7398 km. Kupiłam w samolocie tortillę z herbatą (25 zł). Grenlandia około 14, ale niewiele było widać bo przykryte chmurami. Oglądałam filmy: Czarny łabędź” i „Wałęsa”. Jakos trzeba sobie urozmaicić te 12 godzin ... Potem lecimy nad Morzem Labradorskim.  
4925 . Nad Ameryką1530 . Pułap 12192 m 870 km/h . Lecimy nad Nową Funlandią. Wreszcie widoki piękne, bo nie ma chmur. 

Gdzieś nad Nową Funlandią

         Jakoś udało się przetrwać i o 2040 zaczyna podchodzić do lądowania. Deklaracja migracyjna wypełniona, teraz tylko celna. Na poziomie 4000 m – 80 , w Cancun – 27o , ale trochę chmur. Pół godziny czekaliśmy  w kolejce do kontroli paszportowej, a potem celnej. Mimo tłumu ludzi poszło nawet szybko.
        Pierwszy raz załapałam się na kontrolę walizki. Nie mogłam znaleźć kluczyka i pan musiał…  przeciąć mi kłódkę. Autokar znalazłam bez problemu. Czekamy, aż zbierze się cała grupa.  Do hotelu mamy pół godziny. W drodze pilot zaczął trochę opowiadać, zapowiada się nieźle. Szybkie zakwaterowanie. Dopiero teraz poznałam moją współspaczkę - Joasię.O 1745 wspólnie z pilotem idziemy wymienić kasę, a przy okazji mały spacerek. 300 $ to 4065, 
1 = 3,55. Krótka wizyta na placu gdzie handlowano jedzeniem, próbowałam smażonego świerszcza.
         O 1930 kolacja, ale jakoś kiepsko mi szło, bo to przecież jakby 330 w nocy. Potem do pokoju, herbatka i o 2020 leżę w łóżku.

18 stycznia, niedziela
         Noc kiepska, budziłam się. O 330  uznałam, że dość męki i poszłam myć głowę. Jest  czas na uzupełnienie notatek.
           Śniadanie o 6oo , ruszamy o 655 Kierowca Alberto. Na całej trasie pokonamy 3500 km. Półwysep Jukatan „Majab”, miejsce gdzie żyje niewielu, najwyższe wzniesienie – 100 m.
            Pierwsze miejsce, które zwiedzamy to- Chichen Itza – V w, n.e. , 
okres świetności XI – XIII w. Na brzegu studni w której mieszkają ofiary. Itza – plemię, które tu żyło pochodziło z północnej Gwatemali
          - Piramida Kukulkana – ściana „astronomiczna”

       Piramida jest ustawiona względem słońca. Schodzący wąż jest widoczny w dniu przesilenia wiosennego i jesiennego (wchodzi do góry i schodzi w dół).
  - Boisko do gry w pelotę. Grali na boisku zwanym taste. 160 m długości, 8 m wys. ściany , na 7 m obręcz, drużyny  7 x 7 zawodników. Piłka kauczukowa 2 do 4 kg. Mogła się odbić o ziemię tylko jeden raz (na początku gry). Uderzali biodrami, czasami mieli ochraniacze na łokcie i kolana. Boisko to wszechświat, piłka to słońce lub księżyc. Gra to symbol niepewności życia.

          - Świątynia Jaguara. Freski na dole przy boisku. To jak ktoś zginął lub zginął honorowo decydowało o poziomie nieba, do którego trafił. Głowa zwycięzcy nabijana była na pal i stawiana przy ścianie czaszek – pomnik odwagi. Głowę człowieka formowano już od maleńkości. Wojownikowi, który wygrał, obcinano głowę i rozrywano serce. Ciało dzielono na kawał dla wszystkich. Był bogiem. 

Ściana czaszek
         -  Część zabudowań religijna, część świecka. W cenocie obok znaleziono kości mężczyzny. Kobiety i dzieci składano w ofierze.
         - Świątynia Wojownika

          - Obserwatorium Astronomiczne. Jedyne, które było nim ewidentnie. Obserwacje prowadzili gołym okiem wobec punktu odniesienia. Na górze był astronom – kapłan. Obserwowano głównie Wenus. Znika na 70 dni. Znali pismo i cyfry, system dwudziestkowy.  kreska -  robiona ręką,  kropka - robiona palcem.


          - Starówka, część mieszkalna



W drodze powrotnej do autokaru oglądanie straganów i drobne zakupy. Kupiłam maskę do domowej kolekcji. 
Pięć minut jazdy i jesteśmy w Ik Kil.


         - Super studnia krasowa. Od powierzchni ziemi wodę dzieli ok. 25 m; 60 metrów średnicy; 35 m głębokości. Kąpiel tu to zupełnie niesamowite przeżycie.  Potem przekąski guacarade i nachos (polis).


 O 14oo ruszamy po tych, co nie pływali i jedziemy do Izamal przez tereny zielone, bez wiosek i miasteczek.
         - Izamal – żółte miasto. Miasto było tu już przed erą hiszpańską. W XVI w na I poziomie  rozebranej część piramidy Papolchac Hiszpanie wybudowali kościół i klasztor franciszkanów "Convento de San Antonio de Padua".   

Na głównym placu miasteczka, w tle kościół

Do Matki Boskiej modlimy się o zdrowie.  W 1970 roku Paweł VI ogłosił Matkę Boską Patronką Jukatanu, Jan Pawel II zaś złożył Jej pokłon podczas swej pielgrzymki do ojczyzny Majów w 1993 roku.
 
30 maja 1999 r. odsłonięte pomnik Papieża Jana Pawła II

  
Lokalnego kolorytu dopełniają dorożki

 
Ptaki Zanette (pol. - wilgowrony) drą się o wschodzie i zachodzie słońca.

 Próbowałyśmy margesitas, cieniutki gofr z serem. 162o ruszamy do Meridy.
    
     - Merida. Diego del Ando, pierwszy biskup, XVI w. Obserwował Indian jak etnograf, niszczył cywilizacje Majów. Pod koniec życia napisał książkę o tym, co działo się na Jukatanie. Trochę tendencyjna, ale dobrze, że jest. Pola agawy sadzone z myślą o produkcji sznurka. Wojna kast od 1846 r, do 1902.
 Dojechaliśmy do hotelu i po pół godzinie ruszamy razem z Arturem na spacer po Meridzie. Wszędzie tłumy, bo odbywał się festiwal muzyczny. Centralny plac Zocalo zamknięty dla ruchu. Ciężko się przecisnąć.


Poszłyśmy do katedry, tam msza, więc też trudno zwiedzać. Poszłyśmy do bocznej kaplicy.


 Była tam figura „Chrystusa w pęcherzach”. Mijaliśmy plac i Kościół św. Łucji. Budynek w stylu francuskim z arkadami. Potem do jakiegoś kościółka obok katedry. Niesamowite przedstawienie Ostatniej Wieczerzy. 
 
Figury naturalnej wielkości przy stole.


Później jazda po mieście czteroosobowymi dorożkami. Super zabawa, bo jechaliśmy praktycznie sami. Nasz koń się nie spieszył.


Kolacja serwowana - Zupa, spaghetti z kawałkiem kurczaka i na deser owoce. Potem już w pokoju. Kąpiel, mała przepierka i suszenie. O 223o spać. Jutro dalszy ciąg zwiedzania.
***

1 komentarz:

  1. Wreszcie doczekałam się opowieści z Meksyku! Teraz z niecierpliwością będę wypatrywać ciągu dalszego!

    OdpowiedzUsuń